28.8.09

Kobieciarz i sekciarz doktorem Kościoła...

No tak, bo dziś świętego Augustyna. Jak ja lubię tę postać... Zresztą lektura jego "Wyznań" postawiła kropkę nad i w moim nawróceniu przed laty. Zbierało sie we mnie, zbieralo na to nawrócenie, ale to Augustyn mi dał ostatecznego kopniaka i przeważyl szale. A po latach doceniłam i postać św. Moniki, jego matki. Upartej tak, że pewnie on przez te lata miał jej dość. Chodziła za nim wszedzie, jeździła, gderała. Ale nie to mi w niej imponuje. Modliła się za niego latami. Uparta, niemozebnie uparta. I wymodliła...

Pochodziła z rodziny chrześcijańskiej, najprawdopodobniej pochodzenia berberskiego, wyszła za mąż za poganina, Patrycjusza, który był urzędnikiem.

"Św. Augustyn i św. Monika" (1846), obraz autorstwa Ary Scheffer.

W wieku 23 lat Monika urodziła pierwszego syna – znanego dzisiaj jako św. Augustyn. Potem miała jeszcze jednego syna Nawigiusza i córkę, której imię nie jest znane. Popędliwy mąż pod wpływem św. Moniki przyjął przed śmiercią chrzest (371). Dorastający Augustyn zaczął sprawiać jej kłopoty, wybierając hedonistyczny styl życia. Związał się z sektą manicheistyczną i zaczął wierzyć w ich naukę. Monika nie zrażając się trudnościami modliła się za niego, błagając Boga o nawrócenie Augustyna. Obawiając się o swego syna Monika wyjeżdżała za nim do Kartaginy, Rzymu i Mediolanu. Kiedy biskup poznał przyczynę jej smutku, prorokował: "Matko, jestem pewien, że syn tylu łez musi powrócić do Boga".

W Mediolanie Augustyn poznał św. Ambrożego i pod wpływem jego nauk przyjął wraz z Alipiuszem i Adeodatem, 24 lub 25 kwietnia chrzest. W drodze powrotnej do rodzinnej Tagasty, w Ostii zachorowała na febrę i zmarła.

Ciało św. Moniki zostało złożone w Ostii w kościele św. Aurei. W 1162 r. augustianie zabrali je do Francji i umieścili w Arrouaise pod Arras. W 1430 r. zostało przeniesione do Rzymu i umieszczono w kościele świętego Tryfona, który później przemianowano na kościół św. Augustyna.

Świadectwo o życiu swojej matki Augustyn złożył w Wyznaniach. One też są jej najwcześniejszym życiorysem.

Pierwotnie wspomnienie św. Moniki obchodzono 4 maja w wigilię domniemanego nawrócenia św. Augustyna, w czasie reformy kalendarza (1969) zostało przeniesione na dzień 27 sierpnia (wspomnienie św. Augustyna przeniesiono na 28 sierpnia).

Św. Monika jest patronką kobiet chrześcijańskich, matek, wdów, kobiet zamężnych, tych które przeżywają kłopoty małżeńskie i nieudane małżeństwa, kobiet, które zawiodły się na dzieciach lub mają z dziećmi kłopoty, kobiet będących ofiarami cudzołóstwa, alkoholizmu, złorzeczeń i oszczerstw. Do niej odprawia sie modlitwy w intencji ratowania duszy dziecka, męża.

W ikonografii Monika przedstawiana jest jako matrona lub w welonie wdowy; trzyma księgę, krucyfiks albo różaniec. Czasami – nawiązując do syna Moniki, Augustyna – przedstawia się ją jako augustiankę.

(Wikipedia)


Niedawno za, bagatela, niecałe 20 zł udało mi się kupić książkę, którą bardzo chciałam mieć - "Wyznania" św. Augustyna właśnie.




Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię umiłowałem. W głębi duszy byłaś, a ja się błąkałem po bezdrożach i tam Ciebie szukałem, biegnąc bezładnie ku rzeczom pięknym, które stworzyłaś. Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą. One mnie więziły z dala od Ciebie - rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były. Zawołałaś, rzuciłaś wezwanie, rozdarłaś głuchotę moją. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica, rozświetliłaś ślepotę moją. Rozlałaś woń, odetchnąłem nią - i oto dyszę pragnieniem ku Tobie. Skosztowałem - i oto głodny jestem, i łaknę. Dotknęłaś mnie - i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim. [...]



26.8.09

Czarna Madonna

Dziś uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej.



Na pielgrzymce pieszej byłam tylko raz, iu to bynajmniej nie w tym roku, bo tak mi się życiowe okoliczności ułożyły, ale ta modlitwa od zawsze kojarzy mi się z pielgrzymką. I tak intuicyjnie wyczuwam moc tej modlitwy. Nie umiem powiedzieć, dlaczego, tak po prostu.
A nawiasem mówiąc, nie zdarzyło mi sie jeszcze, bym o cokolwiek prosiła za wstawiennictwem częstochowskiej Maryi i tego nie otrzymała. Ba, na rzeczonej pielgrzymce wychodziłam sobie męża, choć to wcale nie na pielgrzymce go poznałam. Ech, pisać by długo.

Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo,
że nigdy nie słyszano,
abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka,
Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi.
Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko
biegnę, do Ciebie przychodzę,
przed Tobą jako grzesznik płaczący staję.
O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi,
ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj. Amen.

To modlitwa pierwszych wspólnot chrzescijańskich.

Pochodzenie nazwy Jasna Góra


Początkowo nazwę kojarzono z białymi, bezdrzewnymi szczytami wapiennymi. Po raz pierwszy określenie Jasna Góra (Clarus Mons) pojawiło się w dokumencie z 1388 roku. Nazwę tę nadali wzgórzu Paulini - zakonnicy przybyli z Węgier, gdzie ich macierzysty klasztor Św. Wawrzyńca określano jako: In Claro Monte Budensi (na Jasnej Górze w Budzie).

Zakon Paulinów


Zakon Paulinów powstał w połowie XIII wieku, a jego założycielem był błogosławiony Euzebiusz. Za patriarchę obrał św. Pawla z Egiptu żyjącego na przełomie III i IV wieku i tak powstał Zakon Św. Pawła, Pierwszego Pustelnika, zwany Zakonem Paulinów. Największy rozkwit tego zgrupowania nastąpił na Węgrzech i w byłej Jugosławii, ale też w innych krajach. Kres istnienia Zakon przyszedł w wieku XIX, kiedy z 206 klasztorów Paulinów pozostały tylko 2 - na Jasnej Górze i w Krakowie na Skałce.

Obecnie ten Zakon ponownie się rozwija, a jedną z placówek jest w USA tzw. Amerykańska Częstochowa w Doylestown. Siedzibą najwyższego przełożonego - Generała Zakonu jest Jasna Góra.

Fundacja klasztoru Paulinów na Jasnej Górze


Założenie klastoru Paulinów na Jasnej Górze związane jest z Ludwikiem Andegaweńskim, królem węgierskim i polskim (1370-1382) i jego krewnym - księciem Władysławem Opolczykiem. Na ich życzenie (prawdopodobnie w celu wzmocnienia w Polsce pozycji króla węgierskiego) w czerwcu 1382 roku do Częstochowy przybyła grupa kilkunastu Paulinów obejmując w posiadanie wzgórze jasnogórskie wraz z drewnianym kościółkiem pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Uroczystej fundacji dokonał książę Władysław Opolczyk w dniu 9 sierpnia 1382 roku.
Nie zapewniała ona jednak utrzymania większej liczby zakonników, stąd król Polski Władysław Jagiełło (1386-1434) "imieniem własnym i swej ukochanej małżonki - Jadwigi" dokonał 24 lutego 1393 roku nowej fundacji z udziałem najwyższych dostojników państwa polskiego.

Obraz na Jasnej Górze


Najcenniejszym skarbem i tajemnicą Jasnej Góry jet Obraz Matki Bożej, zwanej Jasnogórską albo Częstochowską. To właśnie On w szczególny sposób przyciąga pielgrzymów ze wszystkich stron świata, którzy w modlitwie ofiarowują Matce Bozej swe tajemnice, prośby, zmartwienia i pragnienia...

Z jednej strony historia Obrazu Jasnogórskiego otoczona jest legendą, tajemnicą, tradycją ustną, z drugiej zaś strony badacze i historycy sztuki pragną dojść prawdziwego rodowodu tego dzieła. I tak wg legendy Obraz namalował Św. Łukasz Ewangelista na drewnie pochodzącym ze stołu Najświętszej Rodziny. Później został On przewieziony z Jerozolimy do Konstantynopola i złożony w świątyni, skąd książę ruski Lew urzeczony Jego pięknością, po usilnych prośbach otrzymał bezcenną relikwię od cesarza Konstantyna i przewiózł ją na Ruś. Tutaj Obraz zasłynął cudami, a kiedy Ludwik Węgierski prowadził na Rusi walki, Obraz ukryto w bełskim zamku. Odnalazł Go tam nowy zarządca Rusi - Władysław Opolczyk, który przewiózł dzieło do Opola.

Z samym przewozem też związana jest legenda, która mówi, jakoby konie nie chciały ruszyć z miejsca dotąd, póki Opolczyk nie złożył ślubowania, iż w miejscu złożenia Obrazu wybuduje kościół na chwałę Boga i Błogosławionej Maryi Panny i Wszystkich Świętych oraz ufunduje klasztor dla Paulinów. Tak oto Święty Obraz znalazł się w Częstochowie, gdzie zasłynął licznymi cudami i łaskami.

Z kolei badania źródeł historycznych podają, iż Cudowny Obraz Matki Bożej przybył na Jasną Górę 31 sierpnia 1384 roku, podarowany Paulinom przez Władysława Opolczyka (choć dla ciągłości jubileuszu przyjmuje się, że Obraz przybył na Jasną Górę w 1382 roku wraz z Paulinami). Już wówczas dzieło otoczone było wielowiekowym kultem, tradycją cudownych łask zdziałanych za Jego przyczyną, stąd szybko stał się nieocenioym skarbem tutejszego sanktuarium.

Ogromną sławę i kult Obrazu potwierdzał historyk Jan Długosz (1415-1480), urodzony nieopodal Częstochowy, często pielgrzymujący na Jasną Górę.
źródło





Z Jasną Góra związany jest tez pewien tekst siedemnastowieczny, anonimowy, który sam w sobie, jak pamiętam, był pasją mojej pani profesor na polonistyce - tej od literatury baroku:






24.8.09

Osobiście

Modlitwa dziś chodząca za mną, osobista, Dawidowa, a jednak publicznie dostepna. Dziś bliska mi szczególnie, ze względów różnych. Dająca poczucie bezpieczeństwa...Jest w niej głębia. Głębsza niż do tej pory myślałam. Głębia, która odkryłam... niedawno.




Panie, przenikasz i znasz mnie,
2 Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
3 widzisz moje działanie i mój spoczynek
i wszystkie moje drogi są Ci znane.
4 Choć jeszcze nie ma słowa na języku:
Ty, Panie, już znasz je w całości.
5 Ty ogarniasz mnie zewsząd
i kładziesz na mnie swą rękę.
6 Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza,
zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć.
7 Gdzież się oddalę przed Twoim duchem?
Gdzie ucieknę od Twego oblicza?
8 4 Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś;
jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę.
9 Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki,
zamieszkał na krańcu morza:
10 tam również Twa ręka będzie mnie wiodła
i podtrzyma mię Twoja prawica.
11 Jeśli powiem: «Niech mię przynajmniej ciemności okryją
i noc mnie otoczy jak światło»:
12 sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie,
a noc jak dzień zajaśnieje:


13Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
14 Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
15 nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.



16 Oczy Twoje widziały me czyny
i wszystkie są spisane w Twej księdze;
dni określone zostały,
chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał.

17 Jak nieocenione są dla mnie myśli Twe, Boże,
jak jest ogromna ich ilość!
18 Gdybym je przeliczył, więcej ich niż piasku;
gdybym doszedł do końca, jeszcze jestem z Tobą.



(Ps 139 2-18)

23.8.09

W chmurach

Trudno jakoś tak po przerwie wrócic. nie, nei dlatego, że nie ma o czym pisać - bo jest. Raczej dlatego, że obowiązków przybyło, a z czasem przybędzie jeszcze więcej, a czas z gumy nie jest. Tak więc wpisy będą raczej krótkie, ale - mam nadzieje - treściwe.
Dziś garść refleksji moich sprzed trzech tygodni.
Pierwszy raz w życiu - jadąc akurat do swojego ulubionego kraju na wakacje - lecieliśmy samolotem.
Tak jak myślałam - że się bać nie będę. I nie bałam. Ale refleksje dotyczą czegoś innego. Ten rozpęd przy startowaniu, hamowanie przy lądowaniu - przeżycia niezwykłe, ale jest coś jeszcze. Wznosisz się, widzisz wszystko malutkie, samolot gna jak oszalaly, a tobie wydaje się, że w miejscu stoi. Zupełnie inne proporcje.


Widzisz, że wszystko jest tak naprawdę względne.
I tak myślisz - tak właśnie Bóg patrzy na świat. Widzi go z góry, jeszcze bardziej z góry niż my w tym samolocie. A my tam na dole zagubieni we własnych szczegółach, we własnym centrum życia. A On - patrzy w tym ogóle i w szczególe, widzi wszystko z góry, jako takie malutkie, malutkie, a mimo to widzi i robaka każdego. I żaden nie jest Mu obojętny. Czy to nie jest niesamowite?

1.8.09

Wypatrywać księdza

W ostatnim poście pisałam, a raczej przytoczyłam tekst o modlitwie za kapłanów. Dziś chcę dodać coś jeszcze.
Pamiętam taki fragment z "I boję się snów" Wandy Półtawskiej - jej dziennika wspomnień z obozu hitlerowskiego dla kobiet w Ravensbrueck. Po kilku latach pobytu w tym obozie dla wtereanek otwarła się możliwość nielegalnego przemycania chleba i informacji przez mężczyzn, którzy byli opodal w męskim obozie zatrudnieni do rozładowania statku nad jeziorem. Przemycano więc chleb, listy, grypsy itd. Ci mężczyźni to byli Polacy, pewnego dnia opowiedzieli, że mają w swoim obozie Francuza - księdza. Jakiś czas potem, wśród listów niespodziewanie ktoś podał tym dziewczynom i kobietom metalowe pudełeczko. W środku były... konsekrowane Hostie. Mężczyzna nie mógł się przedostać do obozu, wszystko było robione po tajniaku, stąd cudem i tak było przemycenie tych Hostii. Kiedy ten fragment w oryginale się czyta, ciarki przechodzą po plecach. Dlatego tej historii komentować nie będę, bo się po prostu tego zrobić nie da. Wobec tajemnicy kapłaństwa, wobec konieczności dla nas tego kapłaństwa można tylko zamilknąć i modlić się.


Jesteście nam potrzebni, bardzo potrzebni. Wy, księża, których znamy po imieniu, po nazwisku, nasi przyjaciele i duchowi towarzysze. I wy - księża zupełnie obcy, których raz może widzieliśmy, u których raz się spowiadaliśmy - nie więcej. Gdyby nie wy - Jezus nigdy by do nas nie przyszedł tak blisko, tak namacalnie, tak bezpośrednio, tak po prostu. Przecież każda spowiedź, nawet taka, przy ktorej ksiądz nas okrzyczał czy miał zły humor - mogła być tą naszą ostatnią... co byśmy bez Was zrobili....

Usiedlibyśmy nad rzekami Babilonu aby płakać...


I na koniec - potrzebni nam są też księża, którzy dopiero przyjdą. Jedna ze współczesnych mistyczek, nie pamiętam już, czy gloria Polo, czy Helen Quinlan powiedziała na podstawie objawień, które miała, że Bóg, dając kapłana, sam sobie sprawia przyjemność i robi prezent.







A tak zupełnie obok tematu - wyjeżdżam, właściwie już wczoraj wyjechałam, a post dzisiejszy pisany był z wyprzedzeniem, i do 19 sierpnia nie będzie mnie na blogu, ale wrócę, wrócę.

31.7.09

Coś bardzo, bardzo, bardzo ważnego

Jednak... Jednak udało mi się skądś w domu wygrzebać zastępczą klawiaturę do tej zepsutej w laptopie. I bardzo dobrze, bo właśnie miałam wstawić coś bardzo ważnego:

Najpierw link:
http://www.kaplani.com.pl


Co my byśmy bez nich zrobili?



Marcin Jakimowicz: Księża specjalnej troski. "Gość Niedzielny" 31/2009
Siedmiu na jednego? Ładnie to tak? Ładnie. Siedem osób w Margaretce otacza księdza modlitwa nawet po jego śmierci. Siostry w Rybnie padają na kolana w sytuacjach podbramkowych, a najpopularniejsi święci XXI wieku wołają: Koniecznie módlcie się za kapłanów!Proszę was, módlcie się za mnie za życia i po mojej śmierci – prosił w Kalwarii Zebrzydowskiej Jan Paweł II. Wielu zdziwiły te słowa. To kapłan – w ocenie Polaków – jest specem od modlitwy. Zakorzenieni w Kościele wiedzą jednak, jak bardzo księża potrzebują naszej modlitwy. „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć” – nauczał Koryntian św. Paweł.




Mówi się nawet: Mamy takich kapłanów, jakich sobie wymodliliśmy. Znany rekolekcyjny „guru” o. Jozo Zovko prosi ludzi przyjeżdżających na rekolekcje do Szirokiego Briegu w Hercegowinie: – Proszę was jak brat, jak na spowiedzi. Módlcie się za nas, kapłanów, każdego dnia, ponieważ jesteśmy słabi. Bez waszej pomocy nie możemy wam skutecznie głosić Ewangelii. O modlitwę za kapłanów prosił także papież Benedykt XVI, ogłaszając Rok Kapłański.



Wali się!
Mniszka usiadła na łóżku. Nie mogła zasnąć. Zbyt wiele zdarzyło się ostatniego wieczora. Od lat jej zgromadzenie modliło się za kapłanów przeżywających potężne duchowe zawirowania. Wczoraj przyjechał jeden z nich. – Rzucam kapłaństwo – wypalił na dzień dobry. Przyjazd do sióstr w Rybnie był dla niego ostatnią deską ratunku. – Proszę wejść do naszej kaplicy – zaproponowały mniszki. Same zaczęły szturm do nieba. To nie była sielska-anielska modlitwa. To była walka na śmierć i życie. Nagle zerwał się potężny wiatr. Uderzył z taką mocą, że stojąca przy klasztorze stodoła zatrzeszczała i runęła na dom mniszek. Zakonnice wybiegły na zewnątrz. Okazało się, że stodoła nie uszkodziła klasztoru, ale zatrzymała się tuż przy… figurze św. Józefa.

Przełożona zgromadzenia wystraszyła się na dobre. Nie mogła zasnąć. Nad ranem usiadła na łóżku zmęczona. Wzięła głęboki oddech: „A niech tam. Niech się to wszystko zawali – pomyślała. – Czy to jest moja własność?”. Niespodziewanie jej serce ogarnął wielki pokój. Poczuła się wolna. To nie pobożna opowieść ludowa. To prawdziwa historia. – Zauważyłyśmy, że nikt nie odchodzi stąd bez Jego interwencji. To nie nasza zasługa – opowiada s. Gertruda, przełożona wspólnoty. – My parzymy herbatę. A herbata jeszcze nikogo nie uratowała. Skoro Bóg posłużył się osiołkiem, to dlaczego nie miałby posłużyć się nami? Siostry do głębi przejęły się zapisem „Dzienniczka”: „Mniszka ma stawać pomiędzy niebem a ziemią i błagać nieustannie Boga o miłosierdzie dla świata i moc dla kapłanów, aby ich słowa próżno nie przebrzmiewały i by mogli się sami utrzymać w tej niepojętej godności – a tak narażeni – bez żadnej skazy”.


Stają między niebem a ziemią. – Może dlatego zły duch bardzo często demonstracyjnie ujawnia w naszej kaplicy swą nienawiść do kapłanów? – zastanawia się siostra w czerwonym welonie. Malutkie, skromne ściany starej plebanii słyszały już niejedno. – Pamiętam, jak kiedyś demon zaczął krzyczeć: Nienawidzę kapłanów, bo jesteście tak bardzo podobni do Niego! (mówił o Jezusie) – wspomina. – Innym razem, przyparty do muru, wołał: Macie potężny arsenał. Jaki? – pytał kapłan. Demon nie chciał odpowiedzieć. – O jakiej broni mówisz? – pytał dalej egzorcysta. Zły duch wskazał na dłonie. Namaszczone przez Ducha.

Rybno jest dla wielu księży ostatnią deską ratunku. – Wielu z nich przeżywa tu odrodzenie swego kapłaństwa. Dlaczego modlitwa za kapłanów jest charyzmatem naszego zgromadzenia? Bo prosił o nią sam Jezus w „Dzienniczku” – opowiada s. Gertruda. – Modlimy się nie tylko za poszczególnych księży „na granicy”, ale za wszystkich kapłanów. Do zainicjowanego w Rybnie Kręgu Miłosierdzia zapisało się już… 120 księży! Mamy mocne doświadczenie: modlitwa mnoży się przez dzielenie. Im więcej intencji, tym modlitwa wybucha silniejszym strumieniem. Wieść o Kręgu Miłosierdzia dotarła niedawno na Białoruś. Powstała tam wspólnota 50 ludzi, którzy całe swe życie ofiarowali za kapłanów. Do Kręgu Miłosierdzia z dnia na dzień zapisuje się coraz więcej osób. Zobowiązują się każdego dnia odmawiać modlitwę św. Faustyny za kapłanów.



Czują ich oddech na plecach
Święty Dominik przez cały dzień chodził po mieście i rozmawiał z ludźmi. Ale gdy zapadł zmrok, bracia widzieli, jak zamykał się w rzymskiej bazylice św. Sabiny i płakał: Boże, co się stanie z grzesznikami? Siostry dominikanki powstały właśnie z tego współczucia. – W środku jest we mnie taki krzyk: Panie, to niemożliwe, aby oni wszyscy zginęli! Na samą myśl, że ktoś mógłby pójść do piekła, robi mi się słabo – opowiada zza krat s. Joanna z klasztoru w Świętej Annie. – Mniszki Zakonu Kaznodziejskiego zaczęły istnieć w chwili, gdy Dominik zgromadził we Francji kobiety nawrócone z herezji na wiarę katolicką.

Pierwszy klasztor w Prouilhe powstał ponad 800 lat temu. Co ciekawe, Dominik najpierw założył zgromadzenie dominikanek, a dopiero później zabrał się za mężczyzn – śmieją się siostry. – Myślał o nas jako o zapleczu modlitewnym dla swoich braci. I tak jest do dziś. – Każda z nas modli się za poszczególnych dominikanów. Od chwili ich nowicjatu. Przychodzi lista nowicjuszy i siostry się wpisują. A potem codziennie pamiętają o nich w modlitwach. Każda z nas ma kilkunastu „podopiecznych” – opowiada s. Joanna. Czujemy na plecach ich modlitwy – zapewniają dominikanie.
Osaczony przez margaretki
Siedem listków to siedem osób, które otaczają księdza swą modlitwą. A w samym centrum kwiatka wpisuje się imię i nazwisko kapłana – uśmiecha się promiennie Barbara Jaworska z Katowic. Należy do popularnych margaretek. Modlą się za księży nie tylko za ich życia, ale i po śmierci. Margaretkę mogą tworzyć pojedyncze osoby lub rodziny. Ważne jest, aby w każdy dzień tygodnia ktoś modlił się za konkretnego kapłana. Można wybrać dowolną formę modlitwy.



Zazwyczaj jest to cytowana już w tekście modlitwa za kapłanów św. s. Faustyny, Koronka do Miłosierdzia Bożego lub Koronka medjugorska (czyli „Credo”, 7 razy „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała Ojcu”). Ta sama osoba może należeć do wielu margaretek, na przykład modlić się za siedmiu kapłanów – za każdego innego dnia. Barbara Jaworska ma aż dziesięciu „podopiecznych”. Czy oni sami o tym wiedzą? Niektórzy tak. – Reagowali bardzo entuzjastycznie, słysząc o tym, że ktoś pomodli się za nich nawet po śmierci, a niektórzy, zwłaszcza kapłani przeżywający wielkie życiowe zawirowania, nie mają o tym zielonego pojęcia.

Nazwa ruchu pochodzi od imienia Kanadyjki Margaret O’Donnell. Gdy u trzynastolatki w sierpniu 1951 roku wykryto chorobę Heinego-Medina, początkowo zawalił jej się świat. Po trzech miesiącach leczenia była całkowicie sparaliżowana i mogła poruszać jedynie głową. Margaret szybko zrozumiała, że ta choroba jest jej powołaniem i zaczęła poświęcać swe cierpienie, modląc się za parafię i proboszcza. Do jej pokoiku zaczęły szturmować coraz większe tłumy. Z każdym dniem zwiększała się liczba księży proszących o modlitwę. Margaret zmarła w Wielki Piątek, w wieku 40 lat, po 27 latach modlitwy w całkowitym bezruchu. Poruszona jej opowieściami prof. Louise Ward, założyła 1 sierpnia 1981 r. Ruch Margaretek. Nazwa (z francuskiego marguerite) oznacza polny kwiatek.



Ruch rozwinął się dzięki franciszkańskiemu duszpasterstwu w Medjugorie. – Pewnego dnia przybyła pielgrzymka z Kanady – wspomina wzięty rekolekcjonista o. Jozo Zovko. – Prof. Louise Ward poruszona nauką o kapłaństwie i orędziami Matki Bożej utworzyła za mnie pierwszą Margaretkę. W centrum kwiatka wpisała moje imię. Wtedy grupa złożyła przed Bogiem przysięgę, że będzie się modlić za mnie przez całe
swe życie! Teraz czuję się jak mała rybka w wodzie. Codziennie Kościół modli się za mnie! – cieszy się pierwszy „osaczony” przez siódemkę kapłan świata.
Klikaj i módl się
„Pomódl się teraz za ks. Zbyszka o powrót na drogę kapłaństwa (dodane 13.07.09)” – przeczytałem na nowej stronie internetowej www.kapłani.com.pl. Strona jest świetną platformą zbierającą intencje modlitewne za kapłanów. Inicjatywa wyszła od ludzi związanych z gdańską Szkołą Nowej Ewangelizacji. Strona ruszyła w tym roku w Wielki Czwartek. Administruje nią małżeństwo Joanna i Rafał Roczyńscy. – To był pomysł ludzi świeckich, którzy chcieli zrobić coś pozytywnego w internecie, w którym nie brakuje brudu, także fałszywych informacji o Kościele.

Oni sami znają dobrze Kościół – opowiada ks. Jacek Socha, duchowy opiekun strony, wykładowca seminarium i proboszcz w Gdyni. – Księża zgłaszają się do nas sami, z prośbą o modlitwę albo intencję zgłaszają świeccy. Idea jest taka, że konkretnego kapłana powierzamy jednej osobie, która modli się za niego przez miesiąc. Do tej pory modlitwą objęliśmy 300 księży. Stałymi współpracownikami są m.in. siostry betlejemitki z Grabowca, siostry karmelitanki z Gdyni i z Suchej Huty, siostry betanki i grupa osób zrzeszona w Betańskiej Misji Modlitwy za Kapłanów oraz osoby chore i cierpiące odwiedzane przez gdańskich kapłanów.




Niech się święci!
No dobrze, a o co mamy się modlić? O wyjątkowy dar słowa? Niekoniecznie. Jan Vianney nie wygłaszał porywających kazań. O łagodność? Pełen temperamentu ojciec Pio nieraz wyrzucał zatwardziałych grzeszników z konfesjonału. To o co? Odpowiedź znajdziemy w opowieści jednego z kapłanów, którzy odwiedzili Martę Robin, francuską stygmatyczkę, znaną ze swej gorliwej modlitwy za kapłanów. Denerwował się. O co mam ją prosić? – Marto, proszę pomodlić się za sprawowaną przeze mnie służbę kapłańską. I za powierzone mej opiece dusze – wydukał. – Wydawało mi się, że nie ma nic ważniejszego na świecie – wspomina. – I wtedy „wymierzyła mi kopniaka w kość piszczelową”, błogosławionego zresztą, który był kropką nad i. „Oraz o uświęcenie księdza” – dodała stanowczo. No tak, zapomniałem o najistotniejszym…



Modlitwa św. Faustyny za kapłanów
„O Jezu mój, proszę Cię za Kościół cały, udziel mu miłości i światła Ducha swego, daj moc słowom kapłańskim, aby serca zatwardziałe kruszyły się i wróciły do Ciebie, Panie. Panie, daj nam świętych kapłanów, Ty sam ich utrzymuj w świętości. O Boski i Najwyższy Kapłanie, niech moc miłosierdzia Twego towarzyszy im wszędzie i chroni ich od zasadzek i sideł diabelskich, które ustawicznie zastawia na dusze kapłana. Niech moc miłosierdzia Twego, o Panie, kruszy i wniwecz obraca wszystko to, co by mogło przyćmić świętość kapłana, bo Ty wszystko możesz”.

Jak ten czas leci!

Dotąd dwoje, lecz jeszcze nie jedno, odtąd jedno, chociaż nadal dwoje.
Karol Wojtyła
I tak już od pięciu lat... Dziś mija...Kilkanaście minut po 14.00 zmieniło się wszystko.


Jedno we dwoje
Pamiętam, jak jeszcze przed ślubem miałam przeczucie, że małżeństwo to jest jakaś tajemnica. Taka, której doświadcza się dopiero wewnątrz tej sytuacji. Że to coś więcej niż przyrzeczenie złożone do końca życia.


I... po latach okazało się to prawdą. Sakrament to jest siła. Nie siła przysięgi. Siła samego Boga. Długo by opowiadać, ale są w życiu rzeczy, których bez Sakramentu... by się nie przetrwało po prostu. Z tej perspektywy nie wyobrażam sobie życia tylko w związku cywilnym. Po prostu nie wyobrażam.
I na koniec dwie z piosenek z naszego wesela....



.Nie odchodź nigdy za daleko, bo słońce gaśnie, kiedy ciebie brak,
Motyle marzeń tracą lekkość, układam wiersze jakbym szła pod wiatr...
Nie odchodź nigdy ode mnie za daleko, za siódmą górę albo las...
Jestem dla ciebie gwiazdą na niebie, na zimę, wiosnę, lato, jesień...

REF. Tylko w Twoich dłoniach jestem jak melodia, tylko w Twoich rękach jestem jak piosenka...
Tylko w Twoim kręgu umiem żyć bez lęku, tylko w Twej miłości nie brak mi radosnych dni...

Nie traćmy dni na gorzkie słowa, nie wyliczajmy sobie drobnych wad...
Z miłością lepiej nie żartować, bo tylko ona uzasadnia świat...
Nie traćmy czasu na zal i ciche wojny skoro żyjemy tylko raz...
Bądźmy dla siebie ziemią i niebem, na zimę, wiosnę, lato, jesień...

Tylko w Twoich dłoniach jestem jak melodia, tylko w Twoich rękach jestem jak piosenka...
Tylko w Twoim kręgu umiem żyć bez lęku, tylko w Twej miłości nie brak mi radosnych dni...

Bądźmy dla siebie ziemią i niebem, na zimę, wiosnę, lato, jesień...
Tylko w Twoich dłoniach jestem jak melodia, tylko w Twoich rękach jestem jak piosenka...
Tylko w Twoim kręgu umiem żyć bez lęku, tylko w Twej miłości nie brak mi radosnych dni...




Wszystko wokół się zmienia,
nawet Ty.
Nasze wspólne marzenia
to My.
Małe i duże problemy
przeżyjemy, to nic dla nas.
Razem wszystko przetrwamy,
nawet złe dni.

CHCĘ TU ZOSTAĆ I ZAWSZE Z TOBĄ BYĆ
NAWET KIEDY BĘDZIE ŹLE.
CHCĘ TU ZOSTAĆ BO BEZ CIEBIE TO
NIE MAM SIŁY BY DALEJ ŻYĆ.

Chcę przy Tobie umierać i rodzić się.
Chociaż czasem mnie ranisz,
to i tak wybaczam Ci.

CHCĘ TU ZOSTAĆ I ZAWSZE Z TOBĄ BYĆ
NAWET KIEDY BĘDZIE ŹLE.
CHCĘ TU ZOSTAĆ BO BEZ CIEBIE TO
NIE MAM SIŁY BY ŻYĆ.

CHCĘ TU ZOSTAĆ I ZAWSZE Z TOBĄ BYĆ
NAWET KIEDY BĘDZIE ŹLE.
CHCĘ TU ZOSTAĆ BO BEZ CIEBIE TO
NIE MAM SIŁY BY DALEJ ŻYĆ.