Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zasłyszane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zasłyszane. Pokaż wszystkie posty

2.12.11

Przepis na przewrócenie swojego świata do góry nogami


A to.... sieć mi jakoś "sama" znalazła

-Jezu cichy i pokornego Serca, ...Wysłuchaj mnie.


-Jezu cichy i pokornego Serca, ...Wysłuchaj mnie.
- Od pragnienia, aby być szanowanym*, ...Wybaw mnie, Jezu
- Od pragnienia, aby być chwalonym,
- Od pragnienia, aby być wywyższonym,
- Od pragnienia, aby się wyróżniać,
- Od pragnienia, aby być przed innymi,
- Od pragnienia, aby mnie pytali o zdanie,
- Od pragnienia, aby być lubianym,
- Od strachu przed upokorzeniem,
- Od strachu przed wzgardzeniem,
- Od strachu przed upomnieniem,
- Od strachu przed obmową,
- Od strachu przed zapomnieniem,
- Od strachu przed wyśmianiem,
- Od strachu przed obelgami,
- Od strachu przed złośliwym osądem,

-Aby inni byli bardziej szanowani niż ja,... Daj mi łaskę, Jezu, abym tego pragnął.
-Aby inni wzrastali w oczach świata, a ja się umniejszał,
-Aby inni byli chwaleni, a na mnie nikt nie zwracał uwagi,
-Aby innym powierzano zadania, a mnie traktowano jak nieużytecznego,
-Aby innych woleli we wszystkim bardziej niż mnie,
-Aby inni byli bardziej święci ode mnie, podczas gdy ja będę tak święty, jak będę mógł,

MODLITWA
O Jezu, który będąc Bogiem, upokorzyłeś się aż do śmierci, i to śmierci na krzyżu, aby być wiecznym przykładem, który zmąci naszą pychę i miłość własną; udziel nam łaski przyjęcia Twojego przykładu i pójścia za nim, abyśmy upokarzając się, jak na to zasługujemy według naszej nędzy na ziemi, mogli być wywyższeni aż do radości wiecznej wraz z Tobą w niebie. Amen.

Ojcze nasz

Znalezione w sieci....

Wieczorna modlitwa początkującego misjonarza.

Ojcze nasz…
A Ojciec brzmi tutaj inaczej… Malgasze mówią "Andriamanitra", czyli Pachnący Książę. A tata to "Baba" i ciężko go tutaj spotkać, bo tyle kobiet samotnie wychowuje kilkoro dzieci…

któryś jest w niebie…
Niebo jest tak bardzo błękitne, bezchmurne… A w porze deszczowej ciemne, pomrukujące, budzące trwogę, siekące co dzień bezlitośnie deszczem i błyskawicami. Często brniemy w wodzie do pasa, w drodze do oddalonych w buszu wiosek gdzie na nas czekają. Boimy się krokodyli.
święć się imię Twoje…
Jak mówić o Tobie? Jak powiedzieć, że ich kochasz, że jesteś blisko? A oni tacy biedni. A półnagie dzieci dziś z uśmiechem dzieliły jednego cukierka na czworo. Papierek obejrzany wielokrotnie dostał się najmniejszej dziewczynce. Złożony starannie w kostkę trafił do kieszonki. Ale przecież Ty też nie jesteś biznesmenem. Jesteś blisko cierpiących, głodujących i zapomnianych. Czy to nie Ty w Europie wysiadujesz na zimnie pod supermarketem i prosisz o kawałek chleba? Czy nie jadasz zupy w Caritasie? Czy nie zachodzisz w głowę, co dziś włożyć do garnka i z czego zapłacić za prąd? A tutaj - gdzie jesteś? Bo my tu nie mamy supermarketów… Mamy jednak ledwo trzymające się na nogach staruszki, które proszą chociaż o garść ryżu; mamy nienajedzone dzieci, które pod naszym kościołem od piątej rano czekają na spadające z drzew mango; mamy ludzi, którzy w pocie czoła całymi dniami ciężko pracują, by starczyło na ryż. A może jesteś wszędzie tutaj! Dali Ci wizę?
przyjdź królestwo Twoje…
Prosimy i czekamy wszyscy, śpiewając i trzymając się za ręce w czasie znaku pokoju.
bądź wola Twoja…
Biały wśród czarnych. Tak tu gorąco. Tak często ciężko. Pół roku suszy i pół roku powodzi. Świat, w którym żyłem, został daleko. A pewna kobieta powiedziała mi przed wylotem: Wakacje po trzech latach? Czy to nie marnotrawstwo? Lepiej przylecieć później, a pieniądze biednym dzieciom rozdać…". A ktoś inny dodał: "Ksiądz gruby… Dobrze, nie będzie musiał tyle tam jeść. Ma zapas!". Nie chciałem tu przylatywać, a teraz nie zamieniłbym tego na nic innego.
jako w niebie, tak i na ziemi…
Dlaczego stworzyłeś tutaj ziemię czerwoną, porośniętą tajemniczym buszem? Pełną niespodzianek i niebezpieczną a zarazem tak piękną…
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…
Jaki chleb? Jaki powszedni? Chleb jest tylko w miastach - tam gdzie żyją biali i bogaci. My tu wszyscy jemy ryż. Trzy razy dziennie: ryż, ryż, ryż.
i odpuść nam nasze winy…
Byśmy nie byli nigdy zgorszeniem dla tych najmniejszych, byśmy nie wypaczyli Twego obrazu w patrzących na nas dziecięcych oczach.
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…
Naucz nas kochać, naucz nas dawać, naucz nas czuwać przy drugim człowieku.
i nie wódź nas na pokuszenie…
Strzeż nas w dzień i w noc, byśmy nie stracili światła, byśmy nie wypuścili Twej dłoni.
ale nas zbaw ode złego.
Amen.

Jedyne słowo takie samo. Amen. Niech tak się stanie.

Więc proszę:
Pachnący Książę, który zamieszkujesz to piękne, lazurowe niebo,
Bądź uwielbiony w tym ubogim ludzie.
Jeśli Twoje królestwo jest jeszcze piękniejsze niż malgaska ziemia, to czekamy na nie.
Z nadzieją przyjmujemy Twoją wolę
- Jak w tym błękitnym niebie, tak i tu, na tej czerwonej ziemi.
Niech nam nigdy nie zabraknie ryżu.
Wybacz nam pychę, lenistwo, chciwość i zło,
Choć my nie zawsze wybaczamy innym.
Wybacz nam nasz egoizm
I uchroń nas przed wszystkimi zagrożeniami,
Przed "trombą", "gri-gri" i tymi, którzy tutaj tańczą nocami po cmentarzach.
I wprowadź nas do Twojego Królestwa Miłości,
Bo jesteśmy jej spragnieni jak wzrastający w czasie suszy ryż.
Amen.

Jedyne słowo takie samo jak w Polsce.
Jedyne słowo.
Niech tak będzie, niech tak się stanie.
Cała reszta inna.
A może jednak nie?
AMEN


ojciec Dariusz Marut CSSp

24.4.11

Psalm 148

Od minuty 1.02, początkiem się nie zrażać proszę ;)


Niezmiennie moje ulubione "Alleluja!" od lat
Z dobrą orkiestrą to mmm...

8.12.10

Godzina cudów

Godzina Łaski
8 grudnia od 12.00 do 13.00

Matka Boża, objawiając się w Święto Niepokalanego Poczęcia, 8 grudnia 1947 r., pielęgniarce Pierinie Gilli w Montichiari we Włoszech powiedziała:

"Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata.

Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała.

Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga.

Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich.

Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona.

Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny łaski.

Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu".


Za zazwoleniem władzy duchownej.
Imprimatur ks. biskup dr. Rudolf Graber




Dobrego dnia z Maryją. Myśli na każdy dzień roku Dobrego dnia z Maryją. Myśli na każdy dzień roku
Ks. Adam Rybicki (oprac.)
Książeczka zwiera wybór myśli o Maryi na każdy dzień roku, zaczerpniętych z pism Ojców naszej wiary, wypowiedzi Kościoła, czyli papieży i soborów oraz świętych i znanych czcicieli Maryi. ... » zobacz więcej

Jak odprawić Godzinę Łaski?

To szczególna godzina i dobrze będzie, jeśli zdołasz wykorzystać ją całą. Im więcej czasu spędzisz z Maryją, tym więcej łask spłynie na ciebie i tych, których nosisz w sercu. Dlatego postaraj się oddać Niepokalanej całą świętą godzinę. Jeżeli to niemożliwe, przybliż się do Jej Niepokalanego Serca na tyle czasu, na ile cię stać. Każda chwila, którą spędzisz przytulony do obietnicy Matki Bożej, okaże się bezcenna!

Zacznij od przypomnienia sobie obietnic Matki Najświętszej.

"W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego".

Skup się na modlitwie i zapytaj siebie: "Co obiecuje mi Matka Najświętsza?". Ona zapewnia, że Godzina Łaski "zaowocuje wieloma nawróceniami".

Proś o łaskę nawrócenia dla tych, którzy jej najbardziej potrzebują.

"Serca zatwardziałe i zimne jak ten marmur zostaną dotknięte Bożą łaską i staną się wiernymi czcicielami naszego Pana, i będą Go szczerze miłować (...)".

Proś o tę łaskę dla siebie i najbliższych.

"Przez to nabożeństwo uzyskacie wiele łask duchowych i cielesnych".

Nie bój się prosić o łaski - nawet największe!

"Nasz Pan, mój Boski Syn, Jezus, ześle swe przeobfite Miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą stale modlić się za swych grzesznych braci (...)".

Proś o łaskę nawrócenia dla grzeszników.

"Każdy, kto będzie modlić się w tej intencji i wylewał łzy pokuty, odnajdzie pewną drabinę niebieską, przez me macierzyńskie Serce będzie też miał zapewnioną opiekę i łaskę".

A teraz podziękuj za tę łaskę, którą ci dziś Matka Najświętsza gwarantuje!

W tym momencie możesz zacząć rozmawiać z Maryją modlitwami, które są najbliższe twemu sercu. Odmów Różaniec, przeplatając go aktami miłości (Boże, choć Cię nie pojmuję...) i żalu za grzechy (Ach, żałuję za me złości...). Wyznaj swą wiarę w Boga (Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego), wychwalaj Jego dobroć (Chwała na wysokości Bogu), oddaj się Maryi pod opiekę (Cały jestem Twój, o Maryjo). To słowa szczególnie miłe Maryi. One otworzą dla ciebie Jej Serce, ciebie zaś niech otworzą na Jej dary.

http://adonai.pl/maryja/?id=91

1.12.10

Przeczytać warto...

Lektura pasjonująca
TUTAJ

Trafia w samo sedno...

Wybaczcie, że ostatnio od siebie nic nie komentuję. zwyczajnie nieczasowa jestem...By przeżywanie w słowa ubierać.

(...)dlaczego modlitwa Pismem Świętym ma być spotkaniem z Bogiem? Odpowiadam: sama lektura Pisma Świętego wcale nie musi być takim spotkaniem. Wtedy - rzecz jasna - nie jest modlitwą. Ale, gdy pozwolę temu Słowu, tej historii z pamiętników (sic!), by dotknęło mnie osobiście, by dotknęło nie tylko mojego rozumienia, ale przede wszystkim - serca, uczuć, by otworzyło mnie na spotkanie z Bogiem w moim życiu tu i teraz, by zainspirowało - wtedy jest modlitwa. I bez wątpienia do tego was zapraszamy.

Ponieważ każde spotkanie z Bogiem jest modlitwą, dlatego jej rozumienie i przezywanie zależy wprost od naszego obrazu Boga. Dlatego dzisiaj proponuję Wam przyjrzenie się modlitwie wyznawcy Tropiciela.

Modlitwa w logice ucieczki

Modlitwa dla wyznawcy Tropiciela jest sprawą naprawdę trudną. I można to zrozumieć; wymaga przecież otwartości na spotkanie, zgody na zostanie dotkniętym przez Boga, przychodzącego skądinąd. Wyznawca Tropiciela chce uniknąć jakiegokolwiek spotkania, a nawet wzroku Boga, bo wydaje mu się, że Tropiciel - bóstwo jego własnej historii - jest Bogiem Prawdziwym. Wyznawca Tropiciela jest więc siłą własnej historii w stanie ciągłej ucieczki przed dotknięciem przez Boga “nieoswojonego”! I Modlitwa jest wpisana właśnie w logikę tej ucieczki.

Pozwólcie, że powrócę do mojego osobistego doświadczenia zmagania z Tropicielem. Widzę dzisiaj, jak odbijało się to na mojej modlitwie. A właściwie na braku tej modlitwy, bo jak tu się przemóc i narazić na wszystkowidzące oko Tropiciela? W rezultacie modlitwa okresu mojego dzieciństwa sprowadzała się do obowiązkowego rachunku sumienia, prowadzonego przez siostrę katechetkę na religii przed Pierwszym Piątkiem i na sporządzeniu indeksu grzechów. Oprócz tego, na równie obowiązkowym uczestnictwie w nabożeństwach okolicznościowych: majowe, czerwcowe i Różaniec w październiku. Nie ukrywam, że podczas tych nabożeństw marzyłem jedynie o wyjściu z kościoła! Modlitwa miała być “rozmową z Bogiem” - szczerze mówiąc Tropiciel był ostatnią osobą, z którą chciałem rozmawiać... To wspomnienie odżyło we mnie, gdy kilka tygodni temu otrzymałem takie pytanie:

Dlaczego trzeba się modlić? Modlitwa to podobno rozmowa z Bogiem, a jeśli ja nie chcę z Nim rozmawiać bo nie mam o czym? On i tak wie wszystko o mnie, więc dlaczego mam Mu opowiadać o sobie? Modlitwa nie jest mi potrzebna. Ale dlaczego jej brak jest grzechem? Jeśli nie chcę z kimś rozmawiać, to nie rozmawiam. A jeśli nie chcę rozmawiać z Bogiem to od razu jest to grzech?

Przyznam, że poruszyło mnie to pytanie. Rozpoznałem w nim coś z mojej wiary w Tropiciela. Dla wyznawcy Tropiciela modlitwa jest sytuacją, którą można porównać do dozoru kuratorskiego. Jest przykrym obowiązkiem kontaktu. Wywiązywanie się z tego obowiązku podlega rzecz jasna kontroli przez właściwe organa, czyli przede wszystkim przez Kościół. A reprezentowany jest on przez urzędnika, bądź funkcjonariusza, czyli księdza w konfesjonale. Taka modlitwa siłą rzeczy wywołuje bardzo przykre emocje. Stąd wyznawcy Tropiciela starają się modlitwy unikać, bądź redukują ją do “odmawiania” lub “odprawiania”. Takie “odmawianie” i “odprawianie” jest dla nich oczywiście uczynkiem. Lecz niczym ponad to. Ponieważ zaś wyznawca Tropiciela raczej bardziej słucha reguł niż własnego serca, toteż i taka forma przynosi mu niejaki spokój sumienia. Przykazanie zostało wypełnione, zasada zachowana. Zaniedbanie zaś modlitwy jest oczywiście uczynkiem złym, czyli grzechem. Dość prosta kalkulacja: 1 - 0, uczynek dobry, uczynek zły. Właściwie całokształt wiary i modlitwy wyznawcy Tropiciela opiera się na uczynkach. Niestety ponad to raczej nie wychodzi.

Wyznawcy Tropiciela, dorastając, zwykle wypierają go ze świadomości. Żyją tak, jakby go nie było, co nie znaczy, że znika. Omijają raczej kościoły i unikają modlitwy. Można by powiedzieć: Bogu dzięki, gdyby nie to, że gdy sami doczekają się dzieci i obudzi się w nich lęk przed rodzicielską odpowiedzialnością, obudzi się też Tropiciel. O ile jednak pod względem fizycznym, materialnym i emocjonalnym są wystarczająco gotowi do podjęcia nowych ról życiowych, o tyle ich obraz Boga, Kościoła i modlitwy pozostaje na etapie, w jakim byli, gdy wyparli go ze swojej świadomości. Chcą, czy nie chcą, swym dzieciom przekażą taki obraz Boga i taką praktykę modlitwy jaką sami mięli - chyba że, świadomie się z tymi obrazami zmierzą.

Inną sytuacją, gdy Tropiciel się budzi, może być poważne nieszczęście życiowe. Wtedy modlitwa może być źródłem siły. Ale gdy jest to modlitwa do Tropiciela, najczęściej kończy się popadnięciem w czarną rozpacz, bo Tropiciel wzmacnia przede wszystkim poczucie winy (poczucie winy jest czymś całkiem innym od wrażliwości na grzech - ale o tym innym razem).

Modlitwa w niewoli prawa

Ci wyznawcy Tropiciela, którzy nie wyparli go ze świadomości idą zwykle w innym kierunku i ich modlitwa też idzie w innym kierunku. Reprezentatywne dla takich osób jest przeżywanie modlitwy, jakie ujawnia się w innym pytaniu, które też czas jakiś temu usłyszałem:

Rano zapomniałem odmówić pacierza. Odmówiłem go dopiero około 10, bo dopiero wtedy sobie o tym przypomniałem. Czy muszę się z tego spowiadać?

Osoby idące w tym kierunku - przeciwnie, nie unikają modlitwy i nie omijają kościołów. Starają się swoje obowiązki religijne wypełniać z najwyższą surowością wobec siebie. (I niestety także wobec innych). Często korzystają ze spowiedzi i zwykle robią bardzo skrupulatny rachunek sumienia. Tylko… czy to jest rachunek sumienia, czy raczej bilans grzechów? Wbrew obiegowym wzorcom, nie są to sprawy tożsame.

Perfekcyjni wyznawcy Tropiciela stawiają sobie za cel zawsze być w porządku. Spowiedź i w ogóle cała religijność jest więc dla nich dodatkowym i często najsilniejszym narzędziem samokontroli. Zasady religijne i przepisy, zajmując pozycję najważniejszą, stają się stopniowo murem strzegącym dostępu do serca przed Bogiem, przed innymi ludźmi i przed samym sobą. Ponieważ głos tak uwięzionego serca nie może być słyszalny, dlatego wyznawcy Tropiciela tak często przeżywają poważne rozterki moralne, skrupuły. Nie słysząc głosu serca i własnego sumienia wciąż pytają: “czy… jest grzechem?” Modlitwa perfekcyjnych wyznawców Tropiciela jest zwykle schematyczna, a jej treścią bardzo często jest samooskarżanie się przed Bogiem. Tak, jakby wierzyli, że im bardziej sami się potępią, tym łaskawiej spojrzy na nich Tropiciel.

A Bóg przychodzi skądinąd i wyprowadza na wolność…

Mimo, że te dwa sposoby przeżywania modlitwy są tak inne, to w swej istocie wypływają z podobnego obrazu Boga - Tropiciela i Stróża Zasad Zewnętrznych. Modlitwa to przykry przymus. Jedni są mu posłuszni skrajnie, drudzy przeciwnie - wcale. Taka modlitwa nigdy jednak nie wychodzi ponad poziom uczynku, a obraz Boga, jaki się w niej ujawnia przedstawia kogoś, kto jest jedynie gwarancją moralnego porządku świata. Pozostaje więc albo rezygnacja z własnej wolności i machnięcie ręką - i tak wszystko wie, albo rezygnacja z własnej wolności i poddanie się niewoli zewnętrznych reguł. Jedni uciekają ignorując Tropiciela, inni starając się “nie podpaść”. Ani jedni, ani drudzy nie doświadczą na modlitwie, ani w życiu wolności, jaką przynosi Bóg, jeżeli nie pożegnają się z Tropicielem.

Spotkanie z aniołem modlitwy

Na koniec przypomina mi się pewna historia: wiele lat temu byłem w Górkach pod Garwolinem na warsztatach muzycznych. Jest tam dom rekolekcyjny Księży Michalitów. Wtedy jeszcze Tropiciel dość wyraźnie towarzyszył mi w życiu. Pewnego poranka wszedłem cicho do kaplicy i zobaczyłem dziewczynkę - może sześcioletnią, która stała przed tabernakulum i zwyczajnie opowiadała Bogu jak spędziła poprzedni dzień z rodzicami. Ona nie mówiła pacierza, ale nie mam wątpliwości, że naprawdę się modliła. Tego dnia ostatecznie pożegnałem Tropiciela - dzięki niej, widać była aniołem.

http://www.facebook.com/#!/notes/brzytwa-po-schematach-prawdopodobnie-pierwsze-rekolekcje-na-fb/dzien-3-modlitwa-uciekiniera/110910635646233


Nie można poznać Jezusa wyłącznie przez osoby trzecie. Nie wystarczy o Chrystusie mówić, lecz trzeba do Niego prowadzić i Jemu pozostawić zadanie przekonania człowieka.
ks. Dariusz Piórkowski SJ

20.9.10

Obok nas niemal

.. bo w końcu globalna wioska. Nie skomentuje, komentować nie sposób. Zobaczcie. Po prostu. Film jest darmowy, bywa, ze się trochę wiesza, ale wtedy trzeba po prostu poczekać.


FILM

27.8.10

"Nie znam was"

Mt 25,1-13



„Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.”

Ilustracja Wandy Orlińskiej ze strony http://www.ilustratorzy.art.pl/wanda.html



Niesamowicie utkwiło mi w pamięci przeczytane wczoraj rozważanie Marcina Jakimowicza do dzisiejszej ewangelii. Nie będę komentować, przytoczę po prostu w całości

A jeśli Jezus rzuci: Nie znam cię? Odbębniałeś wprawdzie modlitewną pańszczyznę, ale nie miałeś nigdy czasu na szczerą rozmowę. Nie znam cię, niewiele mi o sobie opowiadałeś. Zazwyczaj zasypywałeś Mnie skargami lub szturmowałeś niebo z litanią próśb, traktując mnie jak modlitewny bankomat. Nie znam cię: nie mówiłeś mi, jakie ciastka lubisz, jakiej słuchasz muzyki. Byłeś zawsze niezmiernie oficjalny. Na moją tęsknotę odpowiadałeś sztywnymi urzędniczymi formułkami. A przecież niebo jest tańcem! Do dziś pamiętam opowieść Wieśka z Medjugorie. Przychodził do niewielkiej kaplicy siadał i rzucał: Jezu, witaj, to ja, Wiesiek. A potem opowiadał o złamanym palcu, ukropie, który lał się z nieba, i tysiącach drobnostek, z których składa się życie.

Rozważania ewangeliczne



23.8.10

Bóg mi świadkiem?

Mt 23,1.13-22 „Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami. Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na przybytek, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto czy przybytek, który uświęca złoto? Dalej: Kto by przysiągł na ołtarz, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten jest związany przysięgą. Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy ołtarz, który uświęca ofiarę? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na niego i na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga na niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo, przysięga na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada.”

Najniebezpieczniejsze kłamstwa – to prawdy nieco zniekształcone. – Georg Christoph Lichtenberg. O prawdzie naszych słów pisze w dzisiejszym komentarzu ks. Zenon Hanas. Posłuchajmy. „Twarde słowa łagodnego i cierpliwego Jezusa uderzają ze zdwojona siłą w nasze serca. Kilkakrotne Biada wam!, które pojawia się w Jego ustach, świadczy o tym, że nie chodziło o błahostki, ale o kwestie podstawowe. Te ostre słowa zwrócone były nie do jakiś przestępców czy nikczemników. Adresatami byli uczeni w Piśmie i faryzeusze; ludzie wykształceni, pobożni, zachowujący przepisy Bożego Prawa. Mieli oni też bez wątpienia dobre intencje i nauczając Bożych praw, chcieli służyć swojemu ludowi i współwyznawcom. Łagodny, kochający pokój Jezus podnosi głos i stawia poważne zarzuty: sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. Nowych wyznawców czynicie dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami jesteście. Na zakończenie Pan Jezus krytykuje istniejącą wówczas praktykę składania przysięgi. Należy jednak zastrzec, że Panu Jezusowi nie chodziło o odrzucenie przysięgi jako czegoś złego. Przysięga jest bowiem potrzebna w niektórych sytuacjach w naszym życiu społecznym. Potrzeba przysięgi bierze się z obecności grzechu w naszym sercu. Gdyby nie było kłamstwa, przysięganie stałoby się bezcelowe. Gdyby nie grzech, wystarczyłoby nasze tak lub nie i sprawa byłaby rozstrzygnięta. Przysięga jest potrzebna tam, gdzie mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, gdzie nie mamy zaufania do drugiej osoby. Przysięga funkcjonuje w takich sytuacjach poniekąd jako drugi świadek. O ile nie możemy przedstawić innego świadka, składamy przysięgę, że mówimy prawdę i na świadka przywołujemy Pana Boga. Przestrogi Pana Jezusa w Kazaniu na Górze dotyczą przysięgania w świecie powszechnej hipokryzji i obłudy. Takie były też najpoważniejsze zarzuty wobec faryzeuszy. Przysięganie hipokrytów jest farsą i zamiast służyć prawdzie służy kłamstwu. Módlmy się o dar czystości i prawdy naszych serc.” ks. Piotr Brząkalik, komentarz wygłoszony tutaj -Dodam od siebie - jakże to się wpisuje w teologię sakramentalnego małżeństwa, prawda?
I na koniec coś jeszcze:
„Żadna z Was nie może zwolnić się z tego obowiązku troski o zbawienie waszych mężów, dzieci, wnuków. W tym zadaniu nikt nie może was wyręczyć” – mówił opolski biskup pomocniczy Paweł Stobrawa w kazaniu do tysięcy pątniczek wypełniających kalwaryjskie wzgórze w Piekarach Śl. podczas dorocznej pielgrzymki kobiet i dziewcząt do sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, która miała miejsce 22 sierpnia br.


Cytat zaczerpnięty STĄD


12.7.10

Kapitalne

Powiem krótko, gość wymiata
PS Siostro Małgosiu, dzięki :)
http://www.viddler.com/explore/spotkanie/videos/1/

30.6.10

Dłonie

Mogą zabijać i przynosić pocieszenie, mogą dawać chleb i mogą odbierać życie. Ale mogą coś jeszcze. ludzkie dłonie...
Od siebie dodam jeszcze tyle, ze zawsze jakoś miałam przeczucie, ze dłonie kapłańskie, niezależnie do tego, jak jest sam ksiądz, mają w sobie to coś...


Kto ma najmocniejsze ręce w Polsce? Pudzianowski? Nie. Nawet cherlawy staruszek ksiądz jest od niego o niebo silniejszy. Przed jego dłońmi drżą same demony.Pamiętam, jak kiedyś w czasie modlitwy uwolnienia demon zaczął wrzeszczeć: „Nienawidzę was, kapłanów. Jesteście tak bardzo podobni do Niego!” – opowiada siostra Gertruda, przełożona klasztoru Służebnic Bożego Miłosierdzia w Rybnie. – Innym razem, przyparty do muru, zawył: „Macie potężny arsenał”. – „Jaki?” – spytał kapłan. Zły duch nie chciał odpowiedzieć. „O jakiej broni mówisz?” – pytał dalej w imieniu Jezusa egzorcysta. Demon wskazał na jego dłonie.

To fragment dłuższego artykułu Marcina Jakimowicza. Cały tekst można przeczytać TUTAJ

15.6.10



Jezus mówi do duszy:

Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym zajmij.




Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili, odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy.

Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: „Ty się tym zajmij”, Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.

A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi.

Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do mnie mówiąc: „Ty się tym zajmij”, zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał, ale tak jak wy pragniecie... Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie „Ojcze nasz”: Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej moje potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla naszego życia doczesnego i wiecznego.

Jeżeli naprawdę powiecie Mi: „Bądź wola Twoja”, co jest równoznaczne z powiedzeniem: „Ty się tym zajmij”, Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: „Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo – gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże smucę się widzę was wzburzonymi.

Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na mnie, zawierzcie Mnie we wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie, a nie proporcjonalnie do waszych trosk.

Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.

Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość.

(Z pism sługi Bożego ks. Dolindo Ruotolo)

28.5.10

Ciarki mnie przeszły...


...gdy ostatnio zobaczyłam ten oto niezwykły obraz Jose Ribera: `La Trinidad' (1635-1636), który znajduje się w muzeum Prado w Madrycie i przeczytałam analizę wymowy tego malarskiego dzieła. dzieło to niezwykłe, pozostające w nurcie Compassio patris - współcierpienia Ojca. tak często widzimy różne odmiany piety, gdzie Maryja na kolanach trzyma martwe ciało swego Syna. tak bardzo wielu przywykło do nie wiadomo skąd wziętego obrazu surowego Ojca, który bez emocji przygląda się cierpieniu Syna. Tymczasem... tu jest inaczej. Tu jest Miłość. Jakże prawdziwy to obraz, jak prawdziwy... Kto nie wierzy, niech spojrzy w oczy Ojca na tym obrazie.

7.11.09

Zauroczył mnie...


...ten utwór, a raczej sposób jego wykonania już dawno, kiedy przez całą ostatnią Wielką Sobotę 2009 wciąż powracał w radio. (Trzeba chwilę poczekać, trochę się ładuje)




Ale nie tylko na Wielką Sobotę się nadaje. Nie wiem, dlaczego nie przyszło mi do głowy zamieścić tego tutaj wcześniej. Jeśli komuś się podoba, można legalnie pobrać TUTAJ

1.8.09

Wypatrywać księdza

W ostatnim poście pisałam, a raczej przytoczyłam tekst o modlitwie za kapłanów. Dziś chcę dodać coś jeszcze.
Pamiętam taki fragment z "I boję się snów" Wandy Półtawskiej - jej dziennika wspomnień z obozu hitlerowskiego dla kobiet w Ravensbrueck. Po kilku latach pobytu w tym obozie dla wtereanek otwarła się możliwość nielegalnego przemycania chleba i informacji przez mężczyzn, którzy byli opodal w męskim obozie zatrudnieni do rozładowania statku nad jeziorem. Przemycano więc chleb, listy, grypsy itd. Ci mężczyźni to byli Polacy, pewnego dnia opowiedzieli, że mają w swoim obozie Francuza - księdza. Jakiś czas potem, wśród listów niespodziewanie ktoś podał tym dziewczynom i kobietom metalowe pudełeczko. W środku były... konsekrowane Hostie. Mężczyzna nie mógł się przedostać do obozu, wszystko było robione po tajniaku, stąd cudem i tak było przemycenie tych Hostii. Kiedy ten fragment w oryginale się czyta, ciarki przechodzą po plecach. Dlatego tej historii komentować nie będę, bo się po prostu tego zrobić nie da. Wobec tajemnicy kapłaństwa, wobec konieczności dla nas tego kapłaństwa można tylko zamilknąć i modlić się.


Jesteście nam potrzebni, bardzo potrzebni. Wy, księża, których znamy po imieniu, po nazwisku, nasi przyjaciele i duchowi towarzysze. I wy - księża zupełnie obcy, których raz może widzieliśmy, u których raz się spowiadaliśmy - nie więcej. Gdyby nie wy - Jezus nigdy by do nas nie przyszedł tak blisko, tak namacalnie, tak bezpośrednio, tak po prostu. Przecież każda spowiedź, nawet taka, przy ktorej ksiądz nas okrzyczał czy miał zły humor - mogła być tą naszą ostatnią... co byśmy bez Was zrobili....

Usiedlibyśmy nad rzekami Babilonu aby płakać...


I na koniec - potrzebni nam są też księża, którzy dopiero przyjdą. Jedna ze współczesnych mistyczek, nie pamiętam już, czy gloria Polo, czy Helen Quinlan powiedziała na podstawie objawień, które miała, że Bóg, dając kapłana, sam sobie sprawia przyjemność i robi prezent.







A tak zupełnie obok tematu - wyjeżdżam, właściwie już wczoraj wyjechałam, a post dzisiejszy pisany był z wyprzedzeniem, i do 19 sierpnia nie będzie mnie na blogu, ale wrócę, wrócę.

31.7.09

Coś bardzo, bardzo, bardzo ważnego

Jednak... Jednak udało mi się skądś w domu wygrzebać zastępczą klawiaturę do tej zepsutej w laptopie. I bardzo dobrze, bo właśnie miałam wstawić coś bardzo ważnego:

Najpierw link:
http://www.kaplani.com.pl


Co my byśmy bez nich zrobili?



Marcin Jakimowicz: Księża specjalnej troski. "Gość Niedzielny" 31/2009
Siedmiu na jednego? Ładnie to tak? Ładnie. Siedem osób w Margaretce otacza księdza modlitwa nawet po jego śmierci. Siostry w Rybnie padają na kolana w sytuacjach podbramkowych, a najpopularniejsi święci XXI wieku wołają: Koniecznie módlcie się za kapłanów!Proszę was, módlcie się za mnie za życia i po mojej śmierci – prosił w Kalwarii Zebrzydowskiej Jan Paweł II. Wielu zdziwiły te słowa. To kapłan – w ocenie Polaków – jest specem od modlitwy. Zakorzenieni w Kościele wiedzą jednak, jak bardzo księża potrzebują naszej modlitwy. „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć” – nauczał Koryntian św. Paweł.




Mówi się nawet: Mamy takich kapłanów, jakich sobie wymodliliśmy. Znany rekolekcyjny „guru” o. Jozo Zovko prosi ludzi przyjeżdżających na rekolekcje do Szirokiego Briegu w Hercegowinie: – Proszę was jak brat, jak na spowiedzi. Módlcie się za nas, kapłanów, każdego dnia, ponieważ jesteśmy słabi. Bez waszej pomocy nie możemy wam skutecznie głosić Ewangelii. O modlitwę za kapłanów prosił także papież Benedykt XVI, ogłaszając Rok Kapłański.



Wali się!
Mniszka usiadła na łóżku. Nie mogła zasnąć. Zbyt wiele zdarzyło się ostatniego wieczora. Od lat jej zgromadzenie modliło się za kapłanów przeżywających potężne duchowe zawirowania. Wczoraj przyjechał jeden z nich. – Rzucam kapłaństwo – wypalił na dzień dobry. Przyjazd do sióstr w Rybnie był dla niego ostatnią deską ratunku. – Proszę wejść do naszej kaplicy – zaproponowały mniszki. Same zaczęły szturm do nieba. To nie była sielska-anielska modlitwa. To była walka na śmierć i życie. Nagle zerwał się potężny wiatr. Uderzył z taką mocą, że stojąca przy klasztorze stodoła zatrzeszczała i runęła na dom mniszek. Zakonnice wybiegły na zewnątrz. Okazało się, że stodoła nie uszkodziła klasztoru, ale zatrzymała się tuż przy… figurze św. Józefa.

Przełożona zgromadzenia wystraszyła się na dobre. Nie mogła zasnąć. Nad ranem usiadła na łóżku zmęczona. Wzięła głęboki oddech: „A niech tam. Niech się to wszystko zawali – pomyślała. – Czy to jest moja własność?”. Niespodziewanie jej serce ogarnął wielki pokój. Poczuła się wolna. To nie pobożna opowieść ludowa. To prawdziwa historia. – Zauważyłyśmy, że nikt nie odchodzi stąd bez Jego interwencji. To nie nasza zasługa – opowiada s. Gertruda, przełożona wspólnoty. – My parzymy herbatę. A herbata jeszcze nikogo nie uratowała. Skoro Bóg posłużył się osiołkiem, to dlaczego nie miałby posłużyć się nami? Siostry do głębi przejęły się zapisem „Dzienniczka”: „Mniszka ma stawać pomiędzy niebem a ziemią i błagać nieustannie Boga o miłosierdzie dla świata i moc dla kapłanów, aby ich słowa próżno nie przebrzmiewały i by mogli się sami utrzymać w tej niepojętej godności – a tak narażeni – bez żadnej skazy”.


Stają między niebem a ziemią. – Może dlatego zły duch bardzo często demonstracyjnie ujawnia w naszej kaplicy swą nienawiść do kapłanów? – zastanawia się siostra w czerwonym welonie. Malutkie, skromne ściany starej plebanii słyszały już niejedno. – Pamiętam, jak kiedyś demon zaczął krzyczeć: Nienawidzę kapłanów, bo jesteście tak bardzo podobni do Niego! (mówił o Jezusie) – wspomina. – Innym razem, przyparty do muru, wołał: Macie potężny arsenał. Jaki? – pytał kapłan. Demon nie chciał odpowiedzieć. – O jakiej broni mówisz? – pytał dalej egzorcysta. Zły duch wskazał na dłonie. Namaszczone przez Ducha.

Rybno jest dla wielu księży ostatnią deską ratunku. – Wielu z nich przeżywa tu odrodzenie swego kapłaństwa. Dlaczego modlitwa za kapłanów jest charyzmatem naszego zgromadzenia? Bo prosił o nią sam Jezus w „Dzienniczku” – opowiada s. Gertruda. – Modlimy się nie tylko za poszczególnych księży „na granicy”, ale za wszystkich kapłanów. Do zainicjowanego w Rybnie Kręgu Miłosierdzia zapisało się już… 120 księży! Mamy mocne doświadczenie: modlitwa mnoży się przez dzielenie. Im więcej intencji, tym modlitwa wybucha silniejszym strumieniem. Wieść o Kręgu Miłosierdzia dotarła niedawno na Białoruś. Powstała tam wspólnota 50 ludzi, którzy całe swe życie ofiarowali za kapłanów. Do Kręgu Miłosierdzia z dnia na dzień zapisuje się coraz więcej osób. Zobowiązują się każdego dnia odmawiać modlitwę św. Faustyny za kapłanów.



Czują ich oddech na plecach
Święty Dominik przez cały dzień chodził po mieście i rozmawiał z ludźmi. Ale gdy zapadł zmrok, bracia widzieli, jak zamykał się w rzymskiej bazylice św. Sabiny i płakał: Boże, co się stanie z grzesznikami? Siostry dominikanki powstały właśnie z tego współczucia. – W środku jest we mnie taki krzyk: Panie, to niemożliwe, aby oni wszyscy zginęli! Na samą myśl, że ktoś mógłby pójść do piekła, robi mi się słabo – opowiada zza krat s. Joanna z klasztoru w Świętej Annie. – Mniszki Zakonu Kaznodziejskiego zaczęły istnieć w chwili, gdy Dominik zgromadził we Francji kobiety nawrócone z herezji na wiarę katolicką.

Pierwszy klasztor w Prouilhe powstał ponad 800 lat temu. Co ciekawe, Dominik najpierw założył zgromadzenie dominikanek, a dopiero później zabrał się za mężczyzn – śmieją się siostry. – Myślał o nas jako o zapleczu modlitewnym dla swoich braci. I tak jest do dziś. – Każda z nas modli się za poszczególnych dominikanów. Od chwili ich nowicjatu. Przychodzi lista nowicjuszy i siostry się wpisują. A potem codziennie pamiętają o nich w modlitwach. Każda z nas ma kilkunastu „podopiecznych” – opowiada s. Joanna. Czujemy na plecach ich modlitwy – zapewniają dominikanie.
Osaczony przez margaretki
Siedem listków to siedem osób, które otaczają księdza swą modlitwą. A w samym centrum kwiatka wpisuje się imię i nazwisko kapłana – uśmiecha się promiennie Barbara Jaworska z Katowic. Należy do popularnych margaretek. Modlą się za księży nie tylko za ich życia, ale i po śmierci. Margaretkę mogą tworzyć pojedyncze osoby lub rodziny. Ważne jest, aby w każdy dzień tygodnia ktoś modlił się za konkretnego kapłana. Można wybrać dowolną formę modlitwy.



Zazwyczaj jest to cytowana już w tekście modlitwa za kapłanów św. s. Faustyny, Koronka do Miłosierdzia Bożego lub Koronka medjugorska (czyli „Credo”, 7 razy „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała Ojcu”). Ta sama osoba może należeć do wielu margaretek, na przykład modlić się za siedmiu kapłanów – za każdego innego dnia. Barbara Jaworska ma aż dziesięciu „podopiecznych”. Czy oni sami o tym wiedzą? Niektórzy tak. – Reagowali bardzo entuzjastycznie, słysząc o tym, że ktoś pomodli się za nich nawet po śmierci, a niektórzy, zwłaszcza kapłani przeżywający wielkie życiowe zawirowania, nie mają o tym zielonego pojęcia.

Nazwa ruchu pochodzi od imienia Kanadyjki Margaret O’Donnell. Gdy u trzynastolatki w sierpniu 1951 roku wykryto chorobę Heinego-Medina, początkowo zawalił jej się świat. Po trzech miesiącach leczenia była całkowicie sparaliżowana i mogła poruszać jedynie głową. Margaret szybko zrozumiała, że ta choroba jest jej powołaniem i zaczęła poświęcać swe cierpienie, modląc się za parafię i proboszcza. Do jej pokoiku zaczęły szturmować coraz większe tłumy. Z każdym dniem zwiększała się liczba księży proszących o modlitwę. Margaret zmarła w Wielki Piątek, w wieku 40 lat, po 27 latach modlitwy w całkowitym bezruchu. Poruszona jej opowieściami prof. Louise Ward, założyła 1 sierpnia 1981 r. Ruch Margaretek. Nazwa (z francuskiego marguerite) oznacza polny kwiatek.



Ruch rozwinął się dzięki franciszkańskiemu duszpasterstwu w Medjugorie. – Pewnego dnia przybyła pielgrzymka z Kanady – wspomina wzięty rekolekcjonista o. Jozo Zovko. – Prof. Louise Ward poruszona nauką o kapłaństwie i orędziami Matki Bożej utworzyła za mnie pierwszą Margaretkę. W centrum kwiatka wpisała moje imię. Wtedy grupa złożyła przed Bogiem przysięgę, że będzie się modlić za mnie przez całe
swe życie! Teraz czuję się jak mała rybka w wodzie. Codziennie Kościół modli się za mnie! – cieszy się pierwszy „osaczony” przez siódemkę kapłan świata.
Klikaj i módl się
„Pomódl się teraz za ks. Zbyszka o powrót na drogę kapłaństwa (dodane 13.07.09)” – przeczytałem na nowej stronie internetowej www.kapłani.com.pl. Strona jest świetną platformą zbierającą intencje modlitewne za kapłanów. Inicjatywa wyszła od ludzi związanych z gdańską Szkołą Nowej Ewangelizacji. Strona ruszyła w tym roku w Wielki Czwartek. Administruje nią małżeństwo Joanna i Rafał Roczyńscy. – To był pomysł ludzi świeckich, którzy chcieli zrobić coś pozytywnego w internecie, w którym nie brakuje brudu, także fałszywych informacji o Kościele.

Oni sami znają dobrze Kościół – opowiada ks. Jacek Socha, duchowy opiekun strony, wykładowca seminarium i proboszcz w Gdyni. – Księża zgłaszają się do nas sami, z prośbą o modlitwę albo intencję zgłaszają świeccy. Idea jest taka, że konkretnego kapłana powierzamy jednej osobie, która modli się za niego przez miesiąc. Do tej pory modlitwą objęliśmy 300 księży. Stałymi współpracownikami są m.in. siostry betlejemitki z Grabowca, siostry karmelitanki z Gdyni i z Suchej Huty, siostry betanki i grupa osób zrzeszona w Betańskiej Misji Modlitwy za Kapłanów oraz osoby chore i cierpiące odwiedzane przez gdańskich kapłanów.




Niech się święci!
No dobrze, a o co mamy się modlić? O wyjątkowy dar słowa? Niekoniecznie. Jan Vianney nie wygłaszał porywających kazań. O łagodność? Pełen temperamentu ojciec Pio nieraz wyrzucał zatwardziałych grzeszników z konfesjonału. To o co? Odpowiedź znajdziemy w opowieści jednego z kapłanów, którzy odwiedzili Martę Robin, francuską stygmatyczkę, znaną ze swej gorliwej modlitwy za kapłanów. Denerwował się. O co mam ją prosić? – Marto, proszę pomodlić się za sprawowaną przeze mnie służbę kapłańską. I za powierzone mej opiece dusze – wydukał. – Wydawało mi się, że nie ma nic ważniejszego na świecie – wspomina. – I wtedy „wymierzyła mi kopniaka w kość piszczelową”, błogosławionego zresztą, który był kropką nad i. „Oraz o uświęcenie księdza” – dodała stanowczo. No tak, zapomniałem o najistotniejszym…



Modlitwa św. Faustyny za kapłanów
„O Jezu mój, proszę Cię za Kościół cały, udziel mu miłości i światła Ducha swego, daj moc słowom kapłańskim, aby serca zatwardziałe kruszyły się i wróciły do Ciebie, Panie. Panie, daj nam świętych kapłanów, Ty sam ich utrzymuj w świętości. O Boski i Najwyższy Kapłanie, niech moc miłosierdzia Twego towarzyszy im wszędzie i chroni ich od zasadzek i sideł diabelskich, które ustawicznie zastawia na dusze kapłana. Niech moc miłosierdzia Twego, o Panie, kruszy i wniwecz obraca wszystko to, co by mogło przyćmić świętość kapłana, bo Ty wszystko możesz”.